Jak każdy lubię otaczać się pięknymi przedmiotami. Jednak ów piękno jest pojęciem bardzo subiektywnym…

Mój zachwyt wzbudzają stare przedmioty niosące ze sobą jakąś historię. Strych w babcinym domu zawsze był dla mnie cudowną krainą, istną kopalnią skarbów. Tajemniczą szczególnie, gdy byłam małą dziewczynką. Jednakże piękno dostrzegam także w naturze, którą mniej lub bardziej możemy cieszyć się w domowym zaciszu. Tak powstała we mnie miłość do przygarniania zbłąkanych szyszek, gałązek, różnej maści patyków i innych cudowności, które kryją się w lasach, parkach, górach, na łąkach…

W ubiegłym roku, razem z moim narzeczonym Remikiem, byliśmy w pięknej Italii. Podczas jednego ze spacerów brzegiem morza, z jego wód wydobyliśmy prawdziwe okazy… Kawałek zniszczonej deski i fragment zbitych dech, który był częścią jakiejś większej konstrukcji. Dziś owa zniszczona deska zdobi naszą ścianę, a zbitek dech wkrótce zamieni się w blat stolika. Zazwyczaj z wczasów przywozi się pamiątki kupione w sklepach. My z R. przywieźliśmy ze sobą to, czego już nie chciało morze. Wyjątkowość naszych zdobyczy tkwi też w tym, że można snuć dziesiątki historii o ich pochodzeniu…
Nasz salon zdobią rzeczy, które naładowane są wspomnieniami… Spaceru brzegiem morza, wspaniałej wyprawy do lasu czy bajecznej  górskiej wędrówki.
A najlepsze jest to, że gdy zapatrzę się w gałązki czy szyszki, czuję się niemalże, jakbym była w sercu lasu…

Niezależnie od tego, co to będzie, warto otaczać się rzeczami, które wywołują w nas pozytywne emocje i dobry nastrój. A jeśli można przy tym jeszcze nieco pofantazjować, to już w ogóle jest wspaniale!