W połowie września postanowiliśmy uciec na troszkę i podładować baterie. Obraliśmy kierunek na słowackie Tatry i na Pieniny. Nic tak dobrze nie wpływa na człowieka, jak widok gór i kontakt z przyrodą. Przynajmniej w moim przypadku się to sprawdza. Zapraszam Was do obejrzenia zdjęć, które mam nadzieję, choć troszkę Was ukoją.

Będąc już prawie u celu, nie mogliśmy przejechać obojętnie obok tego, co ujrzeliśmy przez okno samochodu.

 

 oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
Dla mnie najpiękniejszym punktem naszej wyprawy był dzień, w którym nasz dwulatek samodzielnie pokonał trasę do Chaty Plesnivec położonej na wysokości 1290 m.n.p.m.
Był to dla niego niemały wyczyn, tym bardziej, że ostatnimi czasy górskie szlaki wolał przemierzać w nosidle na plecach u taty 😉
 oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo

 oooooo

Był też czas na przemyślenia i medytację u podnóża Łomnickiego Szczytu.

 oooooo

  oooooo
  
  oooooo
  oooooo
oooooo
W naszym rozkładzie uwzględniliśmy również wyprawę w Pieniny. Byliśmy bardzo blisko granicy, więc szkoda było nie skorzystać.
 oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
 oooooo
Muszę przyznać, że widok z Trzech Koron zapiera dech w piersiach, z oczu popłynęły mi łzy, byłam autentycznie zachwycona i poruszona.
 oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo
Będąc już w tamtych okolicach wybraliśmy się też zobaczyć zamek w Niedzicy.
 oooooo
  oooooo
  oooooo
  oooooo

Z wyjazdu wróciliśmy może troszkę zmęczeni, ale mimo wszystko zrelaksowani i zregenerowani. Mnie osobiście nic tak dobrze nie wycisza jak góry. I cieszę się ogromnie, że już od najmłodszych lat nasz synek łapie wędrówkowego bakcyla.

Liczę, że choć troszkę się odprężyliście oglądając te zdjęcia 🙂

 oooooo