„Są miejsca, w których cisza tuli mocniej.” To pierwsze słowa, które przeczytałam po otworzeniu książki na przypadkowej stronie. W połączeniu z sąsiadującym zdjęciem, sprawiły, że z oczu popłynęły mi łzy. Wiedziałam, że trzymam w rękach coś bardzo wyjątkowego…
Co takiego niezwykłego jest w tej książce? Wszystko…
Koncepcja, treść, idea, wykonanie, brak schematów. Marta Streng stworzyła coś bardzo nieoczywistego.
Pisała od zawsze, skrzętnie przelewała na papier wszystkie myśli, które hulały jej po głowie, a mając 12 lat zaczęła prowadzić bloga. Przez ten długi czas swoim słowem i obrazem zjednała sobie mnóstwo osób, które doceniają jej twórczość. Idąc za głosem serca i ludzi będących jej życzliwymi, postanowiła wydać książkę. Co wcale nie było prostą decyzją. Nie jest bowiem łatwo podzielić się ze światem swoimi najbardziej intymnymi przeżyciami, nie jest rzeczą lekką oddać ludziom pod ocenę 8 lat życia.  Miód nie jest jednak typową autobiografią, jest raczej zbiorem tego, co dla Marty ważne i cenne. To kawałek jej dziejów, umysłu i serca. Zdjęcia, którymi są opatrzone teksty, są bardzo osobiste i niejednoznaczne. Widzimy bowiem wyjątkową historię, ale im dłużej patrzy się na dane zdjęcie, tym więcej dostrzega się w nim wymiarów i ukrytych znaczeń. A w połączeniu ze słowami obok, naprawdę potrafią poruszyć. Sądzę, że każdy może widzieć Miód na swój sposób, przeżywać go po swojemu. I to jest właśnie fantastyczne, ta nieoczywistość przekazu. Na mnie książka zrobiła ogromne wrażenie, szarpała struny emocji, otulała rosą oczy. Być może dlatego, że znalazłam w niej kawałek siebie. Jedno jest pewne. Miód podrożał jest czymś, obok czego nie sposób przejść obojętnie.

 

 

 

I to nie tylko z powodu treści. Całkowity dochód ze sprzedaży Marta przekazuje na pomoc swojemu dzielnemu bratankowi Brunowi. Chłopiec urodził się między innymi z rozszczepem kręgosłupa na odcinku lędźwiowo-krzyżowym, jednak są wielkie szanse na zapewnienie mu normalnego, szczęśliwego życia. Serce rośnie na myśl o strumieniach pomocy i życzliwości płynących do tego malca. Bo musicie wiedzieć, że cały nakłąd wyprzedał się w mgnieniu oka. Marta postanowiła więc dodrukować nieco egzemplarzy, jednak w sprzedaży internetowej będą dostępne tylko do 6 stycznia 2017. Jeśli chcecie mieć swój Miód i pomóc przy tym małemu wojownikowi, to zgłaszajcie się do Marty czym prędzej.
A o co chodzi z tym miodem…?

 

Wielu z Was zastanawia się pewnie, dlaczego Miód jest Miodem 😉
Stwierdzenie miód podrożał przewijało się bardzo często podczas rozmów Marty z siostrą. I jak sama przyznaje, znalazła w nim piękną alegorię słodyczy uczuć i emocji, które są coraz trudniejsze do zdobycia. Było to w czasie przełomowych zmian w życiu Marty, dlatego nie mogła zabraknąć miodu na stronie tytułowej.
Nie pozostaje mi nic innego, jak złożyć ukłon w stronę autorki. Dziękuję za dostarczenie tylu emocji.
„Jest taki rodzaj szczęścia, który nie przemija. Który po latach tylko umacnia głębsze odczuwanie i silniejsze odbieranie bodźców. Czujesz go, kiedy łapiąc za rękę tę jedną jedyną osobę, wiesz, że już tylko z nią chcesz spełniać swoje marzenia. wtedy wszystko inne traci znaczenie.”
LINKI: