To będzie bardzo osobisty wpis. Ale mam wielką potrzebę przekazania Wam tych paru słów. Robię to w dniu, w którym mija tydzień, odkąd na świat przyszedł mój drugi syn. 

5 dni po porodzie wyszliśmy z maluchem na pierwszy spacer. Spotkaliśmy wówczas kilka znajomych osób, od dwóch z nich poza gratulacjami usłyszałam, że „ooo, ale brzuch to ciągle masz duży”. Tak. Mój brzuch wciąż jest duży. Gdy usłyszałam te słowa, zasmuciły mnie. Nie dlatego, że chciałabym od razu mieć figurę jak modelka. Ale dlatego, że kocham ten mój duży brzuch. Dotknęłam go wówczas czule i pomyślałam, że jest wspaniały, bo przez minione 9 miesięcy był domem i schronieniem dla mojego dziecka. To czyni go wyjątkowym, niezależnie od wielkości.

Nie ma we mnie presji, żeby jak najszybciej wrócić do figury sprzed ciąży, bo przecież „czy ty widziałaś, jak wyglądała księżna Kate kilka godzin po porodzie?!” Tak, widziałam. Ale ja nie jestem księżną Kate, ani żadną inną trenerką fitness, która do formy wraca w miesiąc. Jestem zwykłą dziewczyną, która w ciąży jadła zdecydowanie zbyt dużo czekolady. Dziewczyną, której ciało wciąż jest obolałe i krwawi. Szokujące, prawda…? Kobieta w połogu… Dlatego daję sobie i mojemu dużemu brzuchowi czas na regenerację i dojście do siebie. Później przyjdzie czas na powrót do formy sprzed ciąży. Teraz priorytetem są dla mnie moi synowie, nie płaski brzuch.

Po co to piszę?  Po to, aby choć jedna osoba mogła poczuć się dzięki tym słowom lepiej. Drogie Kobiety, Siostry, Matki…  Kochajcie swoje ciała. Wykonały bowiem wspaniałą i ciężką pracę. Przebyły długą i niełatwą drogę.

A na końcu tej drogi czeka najpiękniejsza nagroda.